Wróciłam z pracy, padnięta walnęłam się na kanapę. Miałam wszystkiego dosyć, wszystkiego co związane z pracą. Wstaję codziennie od poniedziałku do niedzieli, od szóstej do dziewiętnastej i mój szef nigdy nie da mi wolny. Zmęczona tym wszystkim poszłam na górę do sypialni, przebrałam się w coś luźniejszego. Powędrowałam w kierunku kuchni, wyjęłam z wiszącej szafki szklankę i nalałam do niej wody. Usiadłam na blacie kuchennym i rozmyślałam. Nad wszystkim. Nie mogłam całe życie być sama. Po śmierci Sachy czuję się strasznie osamotniona. Bardzo za nim tęsknię...
W rozmyślaniu nad całym moim życiem, przeszkodził mi telefon. Ojeju, nawet człowiekowi chwilii spokoju nie dadzą! -pomyślałam w duchu.
Wzięłam telefon do ręki i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Hallo? - zapytałam trochę wściekła.
- Hej Nikola, jesteś zajęta? - usłyszałam dobrze mi znany kobiecy głos, Eli - mojej koleżanki z pracy.
- Nie, a co?
- Bo szef robi zjazd rowerowy dziś o 19, liczę, że wpadniesz. - powiedziała.
- Ja... - zaniemówiłam.
- Ok to się widzimy. Pa! - skończyła rozmowe rozłanczając się.
I widzicie? Głównie z tego powodu nie lubię swojej pracy. Pracują w niej zwykli egoiści, który nie wiedzą co to znaczy prawdziwy modeling i interesuje ich tylko kasa.
Nie miałam wyboru, musiałam pójść na ten zjazd. Szef jest bardzo uczulony na takie typu imprezy i uważa je za ,, dzień roboczy ''. Poszłam do salonu po torebkę, po drodze wzięłam jabłko i wodę. Wyszłam przed dom, zakluczyłam i powędrowałam do garażu wyciągnąć mój rower. Zamknęłam garaż, wsiadłam na rower i pojechałam w kierunku zajazdu, gdzie co roku odbywają się re zjazdy rowerowe.
Po 15 minutach spokojnej jazdy byłam na miejscu. Dzisiaj to miejsce wyglądało inaczej, na około ogniska posadzili małe choinki i dodali scenę. Może liczą na wzrost liczby turystów przybywających na zjazd, ale chyba się im to nie uda. Mieliśmy chwilę czasu, aby porozmawiać ze znajomymi lub zjeść kiełbaski. Później wszyscy mieli się znaleźć pod sceną. Nie czekaliśmy zbyt długo, bo wszyscy w mig znależli się pod budowlą.
Pojechaliśmy w kierunku lasu, gdzie mialo się odbyć uroczyste ognisko i śpiewanie piosenek przy gitarze. Byłam trochę smutna, bo przy śpiewaniu przy gitarze często szef użądza potańcówki w parach, a ja niestety nie mam pary. Momentlnie uśmiech zszedł mi z twarzy. Dlaczego ja nie mogę znaleźć swojej drugiej połówki? Wszyscy pracownicy mojej firmy mogli przyprowadzić swojego męża lub swoją żonę. Nie chciało mi się już tu siedzieć, postanowiłam zawrócić, ale tak, żeby nikt mnie ne zauważył. Zawróciłam rowerem i pojechałam w kierunku zajazdu. Kompletnie strciłam chyba umysł, bo jakiś gościu ostro musiał ostro przychamować swoim autem. Z wrażenia spadłam z roweru i czym prędzej poszłam do kierowcy czarnego porshe. Nie był chyba zadowolony kiedy mnie zobaczył, było to widać po jego twarzy.
-Co ty gówniaro sobie wyobrażasz!? - zacząl na mnie naskakiwać.
-Nawet nie wiesz ile mam lat, a na mnie wyzywasz. Dla twojej świadomości jestem dorosłym człowiekiem, a gówniarzem to chyba jesteś TY. - odpowiedziałam mu nerwowo.
Chyba go trochę zadkało, bo się nic nie odezwał. Po chwili spojrzał na maskę swojego samochodu i znowu zaczął odstawiać szopkę.
-Ty idiotko! Zobacz tym swojej kadziakiem zdarłaś mi lakier!!! Wiesz ile takie coś kosatuje?! Wyskakuj z portfela!
Nie chciało mi się tego tępaka słuchać. Podniosłam rower z ziemi, wsiadłam do niego i pojechałam w stronę zajazdu. Tym razem byłam lekko ostrożniejsza. Po kilku minutach może pięciu byłam pod sceną. Odstawiłam rower i poszłam do pabu i poprosiłam o shake jagodowy. Po chwili kelnerka podała mi napój i odeszłam w stronę ławek. Chyb dzisiaj ludzie są mega nie ostrożni, bo stuknęłam się z jakimś chłopakiem. Nie minęła chwila, a ja leżałam na ziemi, cała poplamiona shake'm. W dodatku ten dupek siedział sobie na ziemi i chyba pisać z kimś na TT.
-O jezu, przepraszam najmocniej! Oddam ci za nią pieniądze! - zacząl przepraszać mnie chłopak.
-Nic się nie stało to tylko bluzka.. - powiedziałam. Chłopk w tym momencie zdjął okulary przeciwsłoneczne, które mial na sobie i spojrzał mi w oczy. Momentalnie przestałam o wszystkim myśleć. Poczułam się jak w nebie..
-...a ty? - spytał chłopak. Chyba go nie słuchałam, bo nic nie usłyszałam co do mnie mówi.
- Oj przepraszam nie słuchałam ciebie.. - tłumaczyłam się.
-Spoko powtórzę. Nazywam się Harry, a ty?
- Jestem Nikola. A tak właściwie co tutaj robisz? Nienpracujesz w tej firmie, a to jest zjazd właśnie dla jej pracowników.
-Chwilowo będe pracował.
-Aha.. wiesz co ja muszę już iść. Do. Zobaczenia.
-Cześć- pożegnał się ze mną chłopak. Wzięłam rower i pojechałam do domu.
Gdy wróciłam walnęłam swoje rzeczy gdzie popadnie i udałam się na gorę. Wziełam szybki prysznic i przebrałam się w piżamki. Weszłam do sypialni, rzuciłam się na lóżko i poszłam spać.
--------------------------------------
I jak? Komentujcie, bo to motywuje <3